  

Jesień
Jesień przyszła
jak zawsze po lecie
liście spadały
nie wyszedłem po nie
wiatr je przewiał
gdzieś przepadły
wtedy właśnie
urodził się syn
październik 2006
fragment wiersza z przeszłości uzupełniony ostatnią linijką o narodzinach synka
zonext ... ...
Wigilia snów
Zawsze śniła mi się taka Wigilia
ciepła, radosna
z świeczkami, gwiazdkami
z żywą choinką i kolorowymi żarówkami
z siankiem w żłóbku i igliwiem z boku
z wieczerzą na białym obrusie
z uśmiechem na twarzy
z sercem tak ogromnym
że już niemożliwym
z życzeniami pod choinką
tym nastrojem świątecznym
z krzątaniem się po pokoju
z ostatnimi porządkami
z wyprasowaną koszulą odświętną
z zapachami wypieków unoszących się z kuchni
zawsze śniła mi się taka Wigilia
z wdzięcznością i radością
mrozem na dworze
i ciepłem Jezusa w sercu
z śniegiem białym jak niewinność
i ogniem w palenisku
zawsze śniła mi się taka Wigilia
z rękoma złożonymi jak żłóbek
grudzień 2004
napisany dla wszystkich którzy tamtegoż roku wyciągnęli pomocną dłoń przede wszystkim do moich dzieci ale i do mojej żony i do mnie i wsparli psychicznie i fizycznie
zonext ... ...
Pieśń o poczęciu
Czemu się tak patrzysz?
Bo pierwej widziałem Cię
jako pozornie zwykłą dziewczynę,
wkrótce ujrzałem w Tobie wspaniałość,...
potem widziałem Cię,
jako moja dziewczynę,
wreszcie zostałaś mą narzeczoną,
obiecałaś mi siebie samą,
minął pewien czas
i ujrzałem Cię moją kochaną żoną,...
ciągle rosłaś w mych oczach,
ciągle przybierałaś na wartości.
A teraz?
Teraz..., teraz widzę Cię
matką mojego dziecka
które razem stworzyliśmy,
które narodzi się z Twojego łona,
będzie obrazem naszej miłości,...
doszłaś do największego zaszczytu -
zostałaś matką.
To Twój nowy wiersz?
Tylko dla Twych uszu
i nie wiersz, a proza,
która ma Ciebie
i to co z Ciebie się poczęło
wysławiać po wsze czasy,
która ma mówić
o naszym wielkim szczęściu,
o miłości i nowym maleństwu,
która każe klęczeć u Twych stóp
i składać Ci pokłon, hołd
kładąc głowę na Twoje kolana...
listopad 1998
napisany na wieść o poczęciu córki Jolanty
zonext ...
.
|
|
|
niedziela, 17 kwiecień 2011, 18:33
|
.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 03 wrzesień 2010, 09:19
|
I tak minęły wakacje, które spędziliśmy głównie nad jeziorem. Antek początkowo bał się wody, ale po jakimś czasie przyzwyczaił się i mimo, że trząsł się jak osika, nie chciał opuścić wody. Rozpoczął się rok szkolny. Przemek pierwszego dnia dał się pobić kolegom, ale było to pierwszy, jedyny jak mniemam i ostatni raz bo już następnego dnia wszystkich kolegów sam obkładał, a co niektórych kopał po klejnotach. Oczywiście dostał pewną reprymendę za to co robił, ale na ogół się cieszę że nie jest chłopcem do bicia i daje sobie radę. Dziś natomiast poszedł na swoje pierwsze wagary. No cóż, skończyło się to u dyrektorki, bo zostali przyuważeni przez woźną. Zapoznał też w klasie swoją ukochaną.
  |
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 11 maj 2010, 09:52
|
Cofnąłem się do pierwszych notatek, które zamieściłem na blogu i znalazłem:
wtorek, 31 październik 2006, 08:38
Mój mały krasnal jest niezłym żarłokiem. Co skończy ciągnąć z jednego już szuka drugiego. A myślałem że Przemuch jest takim głodomorem. Tym czasem Bartas - ja go zwę Antoś bo na drugie ma Antoni - pobił wszystkich w jedzemiu. Joleńka bowiem do jedzenia ma dłuuuugie zęby.
Cóż, dziś niestety wygląda to nieco inaczej. Jola już zaczęła jeść lepiej, Antoś jak ma humor, za to Przemuch... Oj z nim to historia. Groszek nie - bo zielony, marchewka nie - bo czerwona, mięso nie - bo dziwnie wygląda, i tak można by wyliczać. Jada jedynie biały serek, makaron, ziemniaki i barszcz. Do resty trza go zmuszać, a i tak jeszcze jak się go rozbierze to skóra, kości i nazwisko.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 11 maj 2010, 09:41
|
W marcu coś mnie połamało w kręgosłupie do tego stopnia, że musiałem zacząć chodzić o lasce. Przemek widząc tatę o lasce, któregoś dnia zagadał do mnie podczas golenia się:
- Tata Ty już stary jesteś prawda?
- No jestem starszy bo każdemu z czasem przybywa lat.
- To Ty niedługo umrzesz?
Uśmiechnąłem się i zapytałem.
- Czemu tak sądzisz?
- No bo jesteś starszy od cioci a ciocia jest starsza od wuja. (tu wyjaśnię, że wuja ma już ponad 80 lat, ciocia zaś nieco mniej, kiedy mamy pewne sprawy do załatwienia i nie możemy się zaopiekować malcami, oni się opiekują) Roześmiałem się na to co powiedział. I pytam dalej.
- To uważasz że tata jest najstarszy?
- No tak bo chodzisz tata z laską.
- To jakbym nie miał laski byłbym młodszy?
- No, a tak to już jesteś tata stary
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 05 luty 2010, 17:50
|
Dziś było wielkie wydarzenie dla Antosia. Wprawdzie sam nie zdawał sobie sprawy co ono niesie za sobą, ale dziś mama przekonała go aby wyrzucił do śmietnika butelkę w której pijał mleko. Antoś dumny i zadowolony ubrał się i ze mną wyszliśmy wyrzucić butelkę do kubła. Sam osobiście wyrzucał. Potem w nagrodę wybraliśmy się do sklepu z kubkami gdzie sobie miał wybrać taki, z którego od dziśbędzie pił mleko. Oczywiście zrobił to - wybrał i sam - otrzymawszy ode mnie pieniążki - zapłacił. Po schodach musiałem trochę mu pomóc, bo siatka była nieco za duża i pukał o stopnie. Wszystko odbyło się ładnie i pięknie. Wieczorem rozpoczął się za to koszmar. Dopiero zrozumiał do czego go mama namówiła. Szukał swojej butelczyny, a z kubka nie chciał pić. Przez 1,5 godziny był nakłaniany do picia po łyczku, aż w końcu wypił 1/3 tego co zawsze pił z butelki.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 04 styczeń 2010, 09:19
|
Tegoroczne święta spędziliśmy w domu z dzieciakami. Antoś gwiazdora w ogóle się nie bał. Usiadł mu na kolana i w swoim dialekcie mówił coś pokazując na rękę gdzie nosi się zegarek. W wolnym tłumaczeniu miało to znaczyć -> Zobacz która jużgodzina, przestań tyle mi tu gadać i dawaj wreszcie te oczekiwane prezenty, a potem spadaj do innych bo nie zdążysz do północy. Przemol natomiast mierzył gwiazdora wzrokiem i choć mu jeszcze wmawiamy że nie ma racji, to już uważa że gwiazdorem był tata. W sylwka też byliśmy w domu. Początkowo rodzinnie graliśmy sobie w Herosów V. O północy wyszliśmy jednak zobaczyć fajerwerki. Antosiowi bardzo się podobało choć pierwszy huk, który usłyszał wystraszył go, ale potem nie wiedział w którą stronę patrzeć. I tylko wołał PATĆ PATĆ PATĆ - co znatrzy patrz.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
niedziela, 01 listopad 2009, 19:58
|
Dzień Wszystkich Świętych. Pamiętam jak powstawał ten blog i słowa które wówczas pisałem w tym dniu. Dziś choć wiele się nie różni dzień od tamtego i to co z nim związane, są jednak pewne zmiany. Przybył Przemuch i Antoś. Byliśmy późnym wieczorem na grobie mojej mamy. Blask świeczek spodobał się zarówno Joli jak i Premkowi. Przykre jedynie że grób przez zaborczą politykę siostry stał się zaniedbany. Nie pozwala na nim nic robić. Grób zarasta zielskiem, co więcej – zaniedbany bluszcz przenosi się na sąsiednie groby. Nie było prawie gdzie postawić świeczek. Wracając Przemuch zaczął zadawać pytania na temat umierania.
- A czemu ludzie umierają?
- Bo Pan Bóg chce ich do siebie.
- To czemu nie idą do niego tyli kładzie się ich w grobie?
- Bo ciało ludzkie jest ciężkie i nie może się unieść a dusza jest lekka i tylko ona idzie do Boga.
- A wszyscy umierają?
- Tak.
- To mama i tata też umrą?
- Tak.
- To kto nas będzie pilnował jak mama i tata umrą?
- No wy już będziecie pewnie duzi i nie będziecie potrzebowali opieki.
- A my też umrzemy?
- Tak
Przykre jest to, że w obecnych czasach, w szkołach o tych sprawach się nie mówi i nie przekazuje się rdzennych polskich tradycji świętowania i uczczenia zmarłych, tylko propaguje się i hołduje amerykańskim pogańskim gusłom tak zwanego hellowin. Potem gówniarze bez opieki latają jak wczoraj i niszczą cudzą własność. Otóż wczoraj przyszli do nas kolędnicy hellowina. Ponieważ nic nie dostali, bo nie będę dożywiał dzieciarni całego swojego miasta czy okolicy mając swoje dzieci na utrzymaniu, postanowili nam wysmarować całe drzwi keczupem. Pech chciał, dla nich, że ja właśnie wracałem do domu i dorwałem ich na gorącym uczynku. No mam tylko dwie ręce, więc dwóch złapałem, reszta zwiała. Zaprowadziłem ich do ich rodziców i mam nadzieję, że Ci rodzice skutecznie wyplemią ze swoich pociech to durnowate pogańskie świetowanie. Oboje dostali nagrodę - musieli szorować nasze drzwi. |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 17 październik 2009, 20:41
|
Zapowiadało się poważnie, aczkolwiek wszystko zaczęło się w środę. Jola skarżyła się z rana na ból brzucha. Została więc w domu, ale jak nie poszła do szkoły to się jej polepszyło. Następnego dnia - w czwartek znów z rana bolał ją bruch. Więc jak to w przysłowiu -> Brzuszek i główka to szkolna wymówka - i posłaliśmy ją do szkoły. W piątek z rana nic nie mówiła, może to ze strachu że znów jej nie uwierzymy, a może poprostu nie czuła bólu, ale za to wieczorem zwijać się zaczęła z bólu. Zmierzyliśmy jej temperaturę i miała 38,5. Bóle brzucha, temperatura, obstrukcja i nudności wskazywało jak dla nas rodziców laików -> wyrostek. Zabrałem więc ją do szpitala na Krysiewicza. Lekarz zbadał ją ręcznie i oznajmił że nic nie wskazuje na wyrostek, ale zatrzymają ją na obserwację. Nie zrobiono USG, nie zrobiono innych ważnych badań. Dopiero w sobotę po małej awanturze znalazł się lekarz i porobiono Joli badania. Zrobiono USG i inne badania, choć jak się później okazało nie do końca wszystkie. W tym czasie - pomimo że wiedzieli iż ma wodnity stolec, na obiad dali jej jeszcze zamiast dietetyczne potrawy, buraki z ziemniakami i sosem. Jola w tym czasie cała rozpaczona i we łzach bo ciągle słyszała że może będzie operowana. Na dodatek w sobotę miały byc obchodzone urodziny Antosia. Jedyny uśmiech wywoływało to że zarówno tata jak i mama bedąc w dzieciństwie w szpitalu, usiłowali z niego uciec. Niestety bez efektów. Zaczęłiśmy więc żartować że może Joli się uda to co rodzicom się nie udało. Koło godz 18 w sobotę zdecydował się lekarz że Jolę przewiozą do szpitala zakaźnego na oddział obserwacyjny. Tu dopiero zrobiono jej wszystkie kompleksowe badania. Ponieważ tego dnia również były obchodzone urodziny Antka, my pojechaliśmy do domu do gości, a została ciocia - chrzestna Joli. Koło godziny 21 na obchodzie była lekarka, która badając Jolę chciała wiedzieć na co i czy w ogóle jest uczulona. Niestety ciocia nie znała tych danych więc zadzwoniła do taty, i zamiast przekazać telefon lekarce bym mógł z nią porozmawiać, to zabawiła się w głuchy telefon i nie przekazała szczegółowych informacji o szczepionce, którą Jola bierze na odczulanie. Musiałem nocą jechać do szpitala by szybko sprostować te nie pełne dane. Okazało się że Jola ma wirusowe zapalenie jelitowe i prawdopodobnie miała zapalenie dróg moczowych, ale co do drugiego nie mają 100% pewnosci, ponieważ na Krysiewicza zawalono te badania. Podając zaś Joli lekarstwa uniemożliwiono po takim czasie możliwość prawidłowego zbadania. Obecnie dostaje narazie kroplówki i już się jej poprawia. Zostanie jednak na 100% do piątku, a jeśli zajdzie konieczność to może i dłużej. |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 03 październik 2009, 14:44
|
Od jakiegoś czasu zajmuje się chałupniczo montażem domofonów. Jola pomaga mi przy tym. Dodatkowo robi śniadania, kolacje i inne drobne pomoce w domu jak mama jest w pracy. W zamian za tą pomoc uzgodniliśmy że będzie dostawała znaczne kieszonkowe. W ten sposób Jola poczuła się już jak prawie dorosła mawiając – ja już zarabiam pomagając tacie w pracy. Słysząc to Przemuch też nie chciał być gorszy i przyszedł się zapytać co może mi pomóc. No niestety jest jeszcze za malutki by przy montażu domofonów cokolwiek mógł robić, a w domowych obowiązkach to póki co może jedynie sprzątać swoje i Antka zabawki. Niemniej jednak bardzo mu zależało na pomocy mi przy domofonach, a że nie byłem wstanie nic wymyślić co mógłby robić, oznajmił, że usiądzie koło mnie i będzie mi pomagał mi siedząc. Ponieważ swój pseudo mini warsztat mam koło komputera i miałem go włączonego, ktoś się odezwał do mnie na gg. Na chwilkę przerwałem więc montaż by odpisać. Na to Przemuś:
- A tata ma pracować a nie być przy komputerze. Dlaczego tata już nie pracuje tylko pisze?
No więc poczułem się jak pracownik którego pilnuje szef produkcji by ten intensywnie wykonywał swoje zadania zawodowe a nie prywatne.
Po powrocie z wakacji nad morzem dzieciaki dostały taką lampę do której wlewa się wodę destylowaną i wrzuca sztuczne rybki. Pod wpływem wydostających się z otworków powietrza te rybki pływają. Służy to za lampę, nawilżacz powietrza i akwarium. No ale dzieciakom zamarzyło się prawdziwe akwarium. Kupiliśmy więc 30 litrowe akwarium, ze 3 roślinki, korzeń i trochę rybek. Jako pierwsze padły neonówki. Przemuch zaś codziennie zaczął podchodzić i patrzeć która z rybek może paść. Z reguły na tą co wskazał faktycznie padała. Po 16-stej rybce przestaliśmy liczyć. Obecnie są 3 różne welony, 2 neonówki, 2 glonojady, 2 kirysy i 2(coś podobnego do suma albo rekina, ale to miniaturka).
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 07 sierpień 2009, 17:27
|
W końcu po wielu latach wybraliśmy się na wakacje. Znów narosną nie zapłacone rachunki i podskoczą procenty nie uregulowanych kredytów, ale... 4:00 Wyjeżdżamy nad morze. Pierwszy postój w Malborku, a Joli przypomniało się że nie zabrała swoich pieniędzy i w ryk. Wcześniej Przemol oznajmił że chce wracać do domu bo jest głodny. Zatrzymaliśmy się więc jeszcze na chwilę przed Malborkiem na ORLEN’ie na mały posiłek. Na szybach dumne wielkie napisy BAR. Wchodzimy do środka a tam jedno krzesło i mały okrągły stoliczek. Śmiech. No ale daliśmy se radę. W Malborku zwiedzając zamek zaliczyliśmy kilka wycieczek z przewodnikami co oprowadzali po zamku. Cóż, Antoś nie nadążał za tymi peletonami, a przewodnicy nie patrzyli że taki malec też zwiedza.
Jadąc na camping w Gdańsku kierujemy się według niedawno zakupionej nawigacji, która prowadzi nas w torfowiska. Nawigacja wskazuje jedną z średnich dróg asfaltowych, która nagle zmienia się w polną drogę gdzie po prawej i po lewej pojawiają się torfowiska. Zdecydowaliśmy się zawrócić, no ale nie było to takie łatwe. Zawrócenie na takiej polnej drodze między torfowiskami groziło że minimalnie koła poszły by za daleko i byśmy się w nich znaleźli. Na szczęście udało się wycofać i dotarliśmy na miejsce. Trudno to określić jako camping, a raczej teren użyczony pod namioty, gdyż stał tam samochód przy samochodzie, a ziemia była pełna korzeni, na których trudno było znaleźć miejsce do rozłożenia namiotów. Jakoś udało się znaleźć 2 skrawki ziemi bez korzeni i rozbiliśmy się.
Po posiłku wybraliśmy się nad morze. Antoś póki go fala nie zaatakowała, chętnie biegł do wody. Niestety po napaści morskiej fali na małego bezbronnego Antosia, już więcej nie wszedł do morza. Nie pomogło nawet kupienie mu później łódki gumowej. Groźna fala była pogromcą. Przemol zaś mimo zimna, wolał udawać kangura, ale z Bałtyku nie chciał wyjść. Wieczorem po kolacji poszliśmy jeszcze na zachód słońca. Tak minął pierwszy dzień wakacji.
Następnego dnia zrobiliśmy nieco większy rajd. Wybraliśmy się do Szymbarku gdzie jest dom postawiony do góry nogami. Odwiedziliśmy też latarnię morska w Łebie, zajrzeliśmy do Jastrzębiej Góry i wróciliśmy na camping. Nie chciało się nam już wieczorem robić kolacji, więc postanowiliśmy zjeść w barze campingowym. Ceny na tablicy były przystępne. 5 zł frytki 6 zł ryba. No więc zamówiliśmy i... szok. Okazało się że 6 zł jest za 10 g a nie jak wszędzie podają za 100 g. Przyszło więc nam zapłacić kosmiczna kwotę za kolacje. Zwiedziliśmy Gdańsk, Gdynie i Sopot. Zobaczyliśmy gdyńskie akwarium, pływaliśmy statkiem, a ostatniego dnia zdecydowaliśmy ze posiedzimy cały dzień nad Bałtykiem. Zadbaliśmy o to by dzieciaki się nie spaliły, ale o sobie samych zapomnieliśmy. Wieczorem więc było już boleśnie, a nazajutrz... Nie dość że czas powrotu, to byliśmy tak spaleni na raka, że nic nam się już nie chciało. Nie zaliczyliśmy więc w drodze powrotnej Torunia, ale dzieciaki z całej wyprawy wróciły zadowolone do tego stopnia że Przemuch chciał tam zostać, a Jola wypytywać zaczęła kiedy znów tu wrócimy.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 04 lipiec 2009, 17:58
|
Dziś poraz pierwszy w tym roku wybraliśmy sie nad jeziorko. Mając doświadczenie z poprzednich lat, zabraliśmy kilka zabawek dla Antosia by miał zajęcie. Tym czasem... Nadmuchane zostało koło i Antoś bez zastanowienia założył na siebie i ruszył w stronę jeziora. Bohaterstwo troche przygasło jak zanurzył stopy w zimnej wodzie, ale będąc obok niego, delikatnie popryskałem jego nogi, i ciało i juz pewnym krokiem ruszył dalej. W wodzie mu sie spodobało do tego stopnia, że już trzaskał zębami, ale nadal nie chciał wyjśĆ. Na szczęście podpuszczony został bułką i wyszedł. Wróciliśmy do domy i rozpadało się, a do tego grzmiało. |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 19 czerwiec 2009, 15:36
|
I znowu są wakacje. Rok szkolny sie skończył. Jola awansowała do 4 klasy. Czasem było ciężko z tą nauką. Zwłaszcza kiedy chciała biegać z koleżankami po podwórku. To sprawiło że z angielskiego nie za ciekawie jej szło. Na szczęście to była 3 klasa i tu jeszcze na świadectwie nie ma ocen, tylko ogólna ocena opisowa. Ta zaś jest bardzo ładna w ogólnym zarysie. Braki angielskiego chowaja się w zdaniu: Zna niektóre wyrazy w języku angielskim.
Ciekawe jak będzie z Przemkiem, bo on jak mu coś nie idzie, lub jest nie po jego myśli sie obraża odrazu. Powie nie umiem i koniec. Tym czasem jeszcze go omija ten haniebny pomysł odebrania dzieciom dzieciństwa. W tym roku nie pójdzie jako 5-cio latek do szkoły. Dopiero za rok. Niestety Antosia już to nie ominie. No chyba że pojawi się ktoś nowy i to wszystko odwróci.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 01 czerwiec 2009, 22:07
|
Wycieczka do ZOO się raczej nie powiodła - słonie były zamknięte. Pewnie dlatego że homo a dziś dzień dziecka więc by dzieci nie gorszyć zamknęli je w zapleczu. Antoś zato znalazł sobie wygodne miejsce na spanie - na karku wuja. Aby zrekompensować brak słonie - dzieciaki dostały watę cukrową. Ciekawe jak tam Jola. i jaką mają pogodę. My mieliśmy znośna. Wprawdzie słońce się schowało, ale było przyjemnie. |
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 01 czerwiec 2009, 09:00
|
Dziś Dzień Dziecka. Jola z rana wyjechała na zieloną szkołę do Łeby. Autokar ruszył o 7:27. Zadowolona bo jedzie również jej koleżanka Ola, która początkowo nie miała jechać. Pogoda zapowiadana jest fatalna. Deszcze i zimno. No ale synoptycy to przecie szamani i wróżbici, którzy często się mylą. Dziś np miały być ulewy, a choć z rana było pochmurno, teraz świeci słonko i jest całkiem ładnie i cieplutko. Przemuch z Antosiem dziś wybiorą się do nowego ZOO do słoniarni. Tym czasem bawią się puzzlami. |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 10 maj 2009, 20:40
|
Właśnie wróciliśmy z Częstochowy. Przejrzałem notki zapisane od początku powstania bloga i zdałem sobie sprawę, że zasadniczo zaczyna się on gdzieś od jakiegoś fragmentu życia dzieciaków. A przecież on jest o nich. Jola obchodzi właśnie 10-te urodziny, a nie ma śladu o jej pierwszych dniach życia. Ten blog winien się zacząć tak:
Właśnie wybiła północ. Dziewiąty dzień maja, roku ostatniego, stulecia XX wieku. W tym przerażająco PONURYM ŚWIECIE, w czeluściach nocy, wicher szarpał konary, zmokniętych od deszczu drzew.
Błyskawice rozświetlały czerń nieba, a GRZMOTY BURZY trzaskały niczym fajerwerki na Sylwestra. W tej niesamowitej, niczym z opowieści tysiąca i jednej nocy, aurze, o 4:20 rozległ się płacz NIEWINNEGO DZIECIĄTKA. Na świat przyszła Joleńka.
Dzień zaś rozświetlił się złocistym słońcem, obwieszczając radość nowego życia, słońcem, które na sklepieniu nieba pozostawało jeszcze w gwiazdozbiorze BYKA.

PIĘKNA mała Jolanta o wadze 2820 g rozpoczęła trudy życia...
Tak to się wszystko zaczęło. Zabrakło 2 dni by nie była uznana za wcześniaka. Po urodzeniu, kiedy ją zobaczyłem, miała czarną główkę. Pomyślałem sobie: Ale ma szope jak na takie niemowlę. Kiedy ją zabrali do inkubatora i popołudniu mogłem ponownie zobaczyć, pierwsze myśli były: To jest Jola? A gdzie jej włosy? Była zupełnie łysa. Okazało się, że urodziła się w czepku. No tak,... nie dość że w czepku to jeszcze od narodzin w solarium. Ponieważ miała bardzo dużo bilirubiny, musiała być naświetlana lampami ultrafioletowymi. Leżała w szpitalu 9 dni. W końcu wypuścili ich.
W domu położną mieliśmy ciekawą. Kiedy się pojawiła, żona już dawno wykompała Jolę. Położna nie wiedząc o tym, powiedziała że pokaże jak kompać. Żona na to, że potrafi bo już się zajmowała mniejszym rodzeństwem. Na to położna:
- O jak dobrze bo ja się boję takie małe dzieci kompać. - szok, położna która się boi... hahahahahaha Rozumiałbym gdyby to powiedział ktoś kto pierwszy raz ma do czynienia z niemowlęciem, ale położna... wykwalifikowana... Kolejną rzecz którą nie umiała położna załatwić to resztki pempowiny. W końcu Jola musiała mieć chirurgicznie usuwane.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 01 maj 2009, 21:58
|
Moje dzieciaki są fenomenalne w rozumowaniu. Dziś zrobiliśmy dzieciakom majówkę. Wybraliśmy się do Kórnika. Pochodziliśmy po parku przy zamku w Kórniku, popływaliśmy statkiem po jeziorze Kórnickim, zwiedzili, użyli i ogólnie byli zadowoleni. Wróciliśmy do domu pod wieczór i jeszcze wybraliśmy się do ciociów, które dziś obchodziły urodziny. U nich Jola i Przemuch zaczęli opowiadać wrażenia. Przemuch mówił co widział i Jola. W pewnym momencie Jola mówi:
- I widziałam pomnik Tytusa Działyńskiego.
- Tak? A kto to był? - zapytała ciocia
- Król - odparła Jola
- Król? - zdziwiła się ciocia taką odpowiedzią - A dlaczego myślisz że to był król?
- No bo tam był zamek, a on mieszkał w zamku.
Tu się uśmialiśmy wszyscy, ale totalny ubaw mieliśmy chwile później jak Jola odpowiadając dalej na pytania kim był Tytus Działyński powiedziała
- On był właścicielem naszego osiedla, bo my mieskamy na osiedlu Tytusa Działyńskiego... |
|
Komentarzy:
2
|
|
środa, 22 kwiecień 2009, 17:30
|
A tera coś weselszego. ;P W nocy przeżyłem horror :) Przemuch lubi sobie lunatykować. Idzie sobie np do kuchni, zajrzy do lodówki, zje sobie coś i nie pamięta o tym. No ale tej nocy, to były jaja. Śpimy sobie, nagle czuję jak coś mnie muska po włosach (tu trza nadmienić, że nasze wyrko jest tuż przy drzwiach i śpimy głowami do drzwi) Przebudziłem się, spoglądam w górę, a nade mną stoi Przemuch z opuszczonymi gaciami od piżamy, trzyma w ręku swój kikut i szykuje się do sikania na mnie. Ja się go pytam "Co ty robisz tu??" On nic, ale oczy ma otwarte. Więc do niego mówię "Ty się obudź i do ubikacji szoruj z tym ogonem" żona się obudziła - patrzy i się śmieje. No skończyło się na tym, że żona wstała i nim Przemuch zaczął sikać, zabrała go do ubikacji, ale nawet i tam Przemol nadal nie wiedział co się dzieje. :) Rano zaś mu opowiadamy, a on że to nieprawda bo on całą noc spał. :):) |
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 20 kwiecień 2009, 06:50
|
Jakiś czas temu podpisałem anex do umowy o szybszy internet. Podpisując go zaoferowano darmowe przetestowanie ich internetowej telewizji. Przyjąłem ofertę i po zamontowaniu dzieciaki znalazły się w żywiole. Znaleźli bowiem kanał dziecięcy CeeBees czy jakoą tak. Tam prócz bajek były programy uczące piosenek. By je dzieci lepiej przyswajały, wykonywano do rytmy i słów piosenki pewne ruchy. No i pierwszy załapał Przemuch. Któregoś dnia wchodzę do pokoju i leciała właśnie piosenka, a on sobie tańczył tak jak pokazywano w tv. Potem załapała też i Jola widząc że nas rodziców to rozbawiło. I oto filmik.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 19 kwiecień 2009, 07:28
|
I po weselichu. Wczoraj najmłodszy brachol żony miał ślub. Zostaliśmy zaproszeni całą rodziną na weselicho. No Antoś już był na jednym weselichu, ale w brzuchu mamy. Tym razem cała trójka miała możliwość być obecna i się zabawić.
Przemuch znalazł sobie tam pannę, za którą ciągle biegał i usiłował ją pocałować. Gdy się mu wkońcu to udawało musiał przez chwilę uciekać przed nią, bo - hmm jak to laska - rzucała się na niego z rękoma. Była to Oktawia - córka najstarszej siostry panny młodej. No więc jakby co to wszystko zostanie w rodzinie. Tym czasem Antoś oszołomiony muzyką i światełkami biegał po całym parkiecie to zaglądając w błyskające światełka to w głośniki. W końcu skumał się z jednym z młodych gości i razem z nim tańczył. Koło godziny 23 za wyjątkiem Joli - dzieciaki padły ze zmęczenia. |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 12 kwiecień 2009, 13:55
|
W te piękne święta
o których w życzeniach się pamięta
gdy Pan zmartwychwstanie
życzę Ci smacznych jajek na śniadanie,
moc prezentów od zajączka
co koszyczek trzyma w rączkach
Wielu wrażeń, mokrej głowy
w poniedziałek dyngusowy.
żółtego kurczaczka, białego zająca
i by te święta, trwały bez końca!
No i zadumy u grobu pustego,
radości ze spotkania Zmartwychwstałego,
Niech się nie zgubi wśród tylu pisanek
Świąt sens prawdziwy - Jezus - Baranek.
Niech zaś i zające i barany
pospełniają Twoje plany,
Porzuć wszystkie swe rozterki
bo to dni wielkiej wyżerki
Niech to będzie czas uroczy
czas cudownej WIELKANOCY!
Wesołego Alleluja!!! |
|
Komentarzy:
0
|
|